Rozdział 6 części 1
,,NIE WIEDZIAŁAM, ŻE TAK TRUDNO JEST WRÓCIĆ DO DOMU"
Godzina 6.36. Savana przeciągnęła się. Razem z April leżały na podłużnych drewnianych łóżkach. Wokół czuć było bardzo przyjemny zapach. Savana siedziała teraz zwinięta w kłębek i myślała. Zastanawiała się co powie April, gdy ta sie obudzi. Czy ma udawać zaskoczoną? Nie, to jej przyjaciółka nigdy nie wierzyła w magie, a ona sama...Nigdy wcześniej nie przeżyła czegoś takiego. Wcześniej były zwykłymi licealistkami mieszkającymi w Londynie, a teraz...Właśnie, co teraz? Savana całe życie chciała przeżyć przygode, poznać świat, bawić się życiem. Nawet jeśli wszystko okaże się tylko złudzeniem, dziewczyna nie chce tego na razie przerywać. Che wierzyć, że jest tu potrzebna. Nagle April poruszyła się.
- Czy ja wreszcie się obudziłam? - wyszeptała.
- Tak, tylko że sen okazał się prawdą- odpowiedziała jej Sav.
Wtem Ape zerwała się.
- Jak to?! Co ty wygadujesz? Przecież teraz siedzimy sobie wygodnie w autobusie i popijamy naszą ulubioną latte - rudzielec nie chciał uwierzyć.
- Ale z Ciebie...- nie dokończyła Savana. Wstała i chwiejnym krokiem zbliżyła się do drzwi pokoju, w którym spały.
- Nie wiem jak ty, niedowiarku, ale ja idę szukać Garci. Byłam wczoraj tak wykończona, że urwał mi się film. -dodała i nacisnęła klamkę .
- Czekaj! Wierze Ci! Chociaż nie wiem czemu...Samej Cię nie puszcze do tej wariatki. Pamiętaj , że jest szamanką- na twarzy April zawisł grymas, który po chwili zamienił się w uśmiech. Nie wiedziała , jakie są zamiary przyjaciółki. Jednak mimo wszystko, ufała jej. Dziewczyny razem udały się do kuchni,a przynajmniej tak im się wydawało. Piękny zapach stawał się mocniejszy z każdym krokiem. Nagle ich oczom ukazała się pani domu.
- O! Witam, witam moje panny! Jak się spało? -zaciekawiła się.
- Wie pani, ja...to znaczy my wszystko przemyślałyśmy i wierzymy pani. - wyrzuciła z siebie Sav z zakłopotaniem.
- No, najwyższa pora!
A jak tam twoja koleżanka April? - z tym pytaniem zwróciła się w stronę panny Joyce. April otworzyła usta, ale nie dała rady nic powiedzieć.
- Widzi pani, ona nadal jest w szoku - wytłumaczyła Sav.
- Savana uszczypnij mnie! - pisnęła Ape ze złością. Przyjaciółka wykonała rozkaz.
- Teraz już wierze pani Garcio . - wydusiła z niesmakiem.
- Idealnie! Która ma ochotę na moje pyszne placki z leśnymi jagodami? - Garcia wydawała się mieć doskonały humor. Dziewczyny usiadły przy dość małym okrągłym stole i poczęły delektować się specjałami gospodyni.
- Wspaniale pani gotuje!- pochwaliła Savana. - Czy jest na to przepis?
- Raczej nie, sama wymyśliłam tę potrawę. Mam swoje sposoby - wróżbitka uśmiechnęła się pod nosem. - O mało nie zapomniałam! Wy przecież musicie jak najszybciej udać się do zamku króla Pheniana! Jeśli Astan się dowiedział, mamy mało czasu. - staruszka szybko znalazła dwie torby i spakowała przyjaciółką rzeczy i prowiant na drogę.
- A kto to jest...?- zaciekawiła się April.
- Nie ma czasu na pytania! Wszystkiego dowiecie się na miejscu. Najpóźniej jutro wieczorem musicie być w zamku, a droga jest długa - wyrzuciła z siebie Garcia i jednym ruchem wypchnęła panny przez drzwi. - Trzymajcie się razem i nie rozmawiajcie z obcymi. Kierujcie się zawsze na północ,a znajdziecie drogę.
- A Ty nie idziesz z nami, Garcio? - zwróciła się do niej Ape.
- Nie mogę , wróżka potrzebuje mnie do innych celów, z resztą, to byłoby ryzykowne. Może jeszcze się spotkamy. Żegnajcie! - zamknęła za nimi drzwi. April i Savana nie miały wyboru. Postanowiły iść do zamku i tam szukać sposobu na powrót do domu. Przez pierwsze parę godzin wyprawy, świeciło Słońce, a upał stawał się nie do zniesienia. Choć wiał wiatr, a drzewa miały rozłożyste korony dające cień, nic nie przynosiło ulgi.
- Ja już dłużej nie wytrzymam! - żaliła się Savana.
- Poszukajmy jakiegoś chłodnego miejsca!
April ujrzała zacienioną grotę. Obie odetchnęły z ulgą. Przysiadły w owej pieczarze , zarazem bezustannie dysząc. Nagle coś je zaniepokoiło.
Możesz przestać na mnie chuchać? - zdenerwowała się Savana.
- Ja wcale na Ciebie nie chucham. Z resztą przecież tu nic nie widać usprawiedliwiła się Ape.
- Skoro to nie ty, to kto? - Sav przestraszyła się. Obie odruchowo zbliżły się do siebie.
- Przepraszam Was, nie chciałem przestraszyć - odpowiedział im nieznajomy niski głos. Wtedy dziewczyny dostrzegły zarys wielkiej postaci, która najwidoczniej była pokryta futrem.
- Savana uciekajmy stąd! To jest jakiś potwór! - spanikowała April i już miała pociągnąć przyjaciółkę za sobą, lecz ta ją zatrzymała.
- Stój! Nie zdziwiło Cię, że ten misiek umie mówić? - wyszły z pieczary , po czym ukazał się im wielki zarys niedźwiedza . Nie wiedząc dlaczego , Savana była opanowana .- Na dodatek nie zaatakował nas, choć weszłyśmy na jego terytorium. - zauważyła Savana lekko oszołomiona .
- Spokojnie, nie zrobię wam krzywdy. - zwierzę zabrało głos - Jestem Bruno, a wy wydajecie mi się bardzo znajome. - kontynuował baryton. April stała w miejscu i wlepiała swój wzrok w niedźwiedzia.
- Cześć misiu...my po prostu szukałyśmy cienia i... - wyjąkała.
- Ależ zapraszam, starczy tu miejsca dla całej naszej trójki. Choć nie ukrywam , że wasze towarzystwo jest trochę przedwczesne .- przysiedli w grocie i dali się ponieść rozmowie.
- Jestem jak pewnie wiecie, zwierzęciem z magicznego lasu. Każde stworzenie w naszej krainie potrafi mówić. Wszystko to dzięki naszej wspaniałej wróżce Deli. Nie panikujcie , jestem już po obiedzie . - oznajmił .
- Yyyy ..Ja jestem Savana, a to jest April. Razem zmierzamy do zamku króla. Podobno jesteśmy częścią waszej przepowiedni, czy jakoś tak. -wytłumaczyła. - No tak ! Dwa anioły! Rzeczywiście! - Bruno spojrzał na dwie kobiety .
- Wiesz coś o tej przepowiedni? - zapytała zaintrygowana April.
- Każdy tutaj zna ją na pamięć, ale niestety, nikt nie wymawia jej na głos... - miś posmutniał.
- Więcej powiedzieć wam nie mogę . Może to też dlatego, iż zbyt wiele nie wiem. Nie jestem wtajemniczony w sprawy istot królewskiej krwi .Król Phenian z pewnością wyjaśni wam więcej. Chodźcie za mną, poszukamy drogi.
Wstali i ruszyli dalej. Bruno pożegnał się z dziewczynami na skraju lasu. Wyjaśnił im jak dalej iść i zniknął w blasku zachodzącego Słońca. Savana i April bez wahania, teraz już pewniejsze siebie, szły ramię w ramię. Stanęły oko w oko z mięsożernym zwierzęciem . Już nic nie mogło ich pokonać . Nie wiedziały co je czeka, ale spodziewały się czegoś wyjątkowego.
Ciąg dalszy nastąpi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz