Rozdział 7 części 1
,, STRZAŁA PRZEZNACZENIA"
Oczom młodych kobiet ukazały się faliste wzgórza . Po rozmowie z dość nietypowym stworzeniem , dziewczyny nabrały sił i pewności siebie . Szły w stronę północną tak jak nakazała im miejscowa szamanka , lecz na horyzoncie nie było widać ani jednego domu , nie mówiąc już o zamku . Były zmęczone . Zjadły już połowę naszykowanego przez Garcię prowiantu , choć starały się oszczędzać żywność . Nie wiedziały jak długa droga je czeka , w jakich okolicznościach dane im będzie spędzić tę noc , która zbliżała się dużymi krokami . Rozmawiały ze sobą , wspominały . Były teraz dla siebie wszystkim . Obie żywiły w sobie chęć dopadnięcia Mike'a .
- Zostaniemy tu do rana . - oznajmiła April , wskazując dwa równolegle ustawione do siebie drzewa . - Z samego rana wyruszymy dalej .
- Mam przeczucie , że już blisko .
- Obyś się nie rozczarowała .. - zażartowała panna Joyce .
April zdjęła swoją fioletową bluzę z kapturem . Położyła ją na ziemi , po czym sama upadła , jakby straciła panowanie nad własnym ciałem .
- Dobranoc - powiedziała , gdy na dobre ułożyła się na miejscu .
Dziewczęta usnęły . Noc była zimna . Savana nie zmrużyła nawet oka . Nad głową ciągle przelatywały wielkie ptaki , niczym bociany . Wydawały skrzekliwe odgłosy . Dziewczyna uznała , że są w okresie godów . O poranku ona i April ruszyły przed siebie , Savana poruszała temat ptaków , choć nie powiedziała Ape jak bardzo się ich bała . Cały czas myślała , że jeden z nich zleci na ziemię , porwie ją i przyrządzi , jako obiad dla swoich dzieci . Potem karciła się , że ma tak żenujące wizje , niegodne licealistki .
- Myślę , że tam jest jakiś mostek , czy coś w tym rodzaju ... - April patrzyła w daj lewą ręką zasłaniając oczy przed słońcem .
- Bredzisz . Jesteśmy jak dwie igły w stogu siana . Kto wie czy wogóle idziemy w dobrym kierunku . - Savana zniechęciła samą siebie .
- Myśl pozytywnie . - nakazała przyjaciółka . Doszły do rozłożystego lasu , który widziały już wcześniej . Drzewa były wysokie a ich pnie grube . Żadna z dziewczyn nie widziała jeszcze takiego rodzaju drzew . Liście wyglądały jak odbicia ludzkich rąk . Droga była kręta i ciężka . Nastolatki nie mogły się przedostać przez kujące kolce krzaków . April podrapała sobie całe nogi , za to Savana wpadła w jakieś dzikie , purpurowe kwiaty , od których swędziało ją całe ciało . Zmęczone i złe postanowiły zrobić przerwę .
- Za co my musimy się tak nacierpieć ? - wyzywała Ape .
- Masz rację . A ja mam nadzieję , że jak dojdziemy do tego cholernego zamku , podadzą mi konkretną osobę , która jest sprawcą tych wszystkich nieprzyjemności . - odparła Sav .
Zbierały siły , siedząc w ciszy . Savana zamknęła oczy . Parę sekund później otworzyła jedno z nich . Nasłuchiwała . Szybko zerwała się na równe nogi .
- April ! - syknęła do siedzącej obok dziewczyny .
- Co jest ? Czemu szeptasz ? Savana rzuciła się w stronę zadającej pytanie i zamknęła jej usta dłonią .
- Ciii ! - Ktoś tu jest . Słyszałam .
- Wydaje ci się .- Ape zdjęła jej rękę z twarzy .
- Nie .. Nie ktoś tu jest !- pisnęła .
Chwilę później April nie mogła już zaprzeczyć . Wyraźnie słyszała odgłos jadących koni .
- Tutaj - dało się słyszeć z oddali . - To chyba jeleń ! Wystraszone przyjaciółki spojrzały na siebie , co oznaczało , że zrozumiały kim są teraz w tej grze .
- W nogi ! - szepnęła April .
Savana złapała w rękę swoją torbę , z której wypadł jej telefon . Nie mogła już po niego wrócić. Głosy obcych nasiliły się do zenitu . Byli kilka metrów za nimi .Ape i Sav biegły jak oszalałe . Nie czuły nawet wbijających się boleśnie w ich skórę kolców . April biegła pierwsza .Opadające włosy zakrywały jej drogę . Usłyszała pisk . Zdezorientowana zmniejszyła tępo . Obróciła się . Jej przyjaciółka , Savana , jedyna bratnia dusza w tym obcym świecie , skuliła się na ziemi . April już miała krzyczeć do niej dlaczego nie biegnie , lecz jej oczom ukazał się zakrwawiony brzuch . Wróciła się . Sav płakała i jęczała z bólu . Jej pomarańczowa koszulka była czerwona , wręcz bordowa . Na ziemi leżała lekko zakrwawiona strzała z łuku . Ape nie wiedziała co robić .
- O matko ! - krzyknął jeden z przybyszy . Oczom April ukazało się pięć mężczyzn na na koniach . Jeden z nich położył sobie rękę na czole .
- Boże , cośmy najlepszego zrobili ! - krzyknął . Jeden młodzieniec , który najprawdopodobniej był sprawcą zamieszania zeskoczył z konia i podbiegł do Savany . Poczuła jego ciepłą rękę , która w mgnieniu oka była cała w krwi .
- Jak ona się nazywa ? - zapytał April.
- Savana ! - odpowiedziała z przestrachem .
- Savana . Słyszysz mnie ? - dziewczyna traciła przytomność . - Nie zamykaj oczu, patrz na mnie .- mówił chłopak .
- Nic z tego, tu jej nie pomożemy - powiedział inny ,bardzo podobny młodzieniec .- Arturo, zabierzcie ją do królestwa , natychmiast . - nadał rozkaz.
- Oczywiście książe Dalmirze - odrzekł Arturo .
- A ty ? Jak się nazywasz ? - Spytał książę Dalmir , kierując się do Ape .
- April , jestem jej przyjaciółką .
- Wskakuj - Podał jej rękę , a ona nieco zdenerwowana wsiadła tuż za niego , na wierzchowca .
Ciąg dalszy nastąpi ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz