poniedziałek, 11 marca 2013


Rozdział 7 części 1

,, STRZAŁA PRZEZNACZENIA"

 

Oczom młodych kobiet ukazały się faliste wzgórza . Po rozmowie z dość nietypowym stworzeniem , dziewczyny nabrały sił i pewności siebie . Szły w stronę północną tak jak nakazała im miejscowa szamanka , lecz na horyzoncie nie było widać ani jednego domu , nie mówiąc już o zamku . Były zmęczone . Zjadły już połowę naszykowanego przez Garcię prowiantu , choć starały się oszczędzać żywność . Nie wiedziały jak długa droga je czeka , w jakich okolicznościach dane im będzie spędzić tę noc , która zbliżała się dużymi krokami . Rozmawiały ze sobą , wspominały . Były teraz dla siebie wszystkim . Obie żywiły w sobie chęć dopadnięcia Mike'a .    
- Zostaniemy tu do rana . - oznajmiła April , wskazując dwa równolegle ustawione do siebie drzewa . - Z samego rana wyruszymy dalej . 
- Mam przeczucie , że już blisko .    
- Obyś się nie rozczarowała .. - zażartowała panna Joyce .
 April zdjęła swoją fioletową bluzę z kapturem . Położyła ją na ziemi , po czym sama upadła , jakby straciła panowanie nad własnym ciałem . 
- Dobranoc - powiedziała , gdy na dobre ułożyła się na miejscu . 

Dziewczęta usnęły . Noc była zimna . Savana nie zmrużyła nawet oka . Nad głową ciągle przelatywały wielkie ptaki , niczym bociany . Wydawały skrzekliwe odgłosy . Dziewczyna uznała , że są w okresie godów . O poranku ona i April ruszyły przed siebie , Savana poruszała temat ptaków , choć nie powiedziała Ape jak bardzo się ich bała . Cały czas myślała , że jeden z nich zleci na ziemię , porwie ją i przyrządzi , jako obiad dla swoich dzieci . Potem karciła się , że ma tak żenujące wizje , niegodne licealistki .   
- Myślę , że tam jest jakiś mostek , czy coś w tym rodzaju ... - April patrzyła w daj lewą ręką zasłaniając oczy przed słońcem .                
- Bredzisz . Jesteśmy jak dwie igły w stogu siana . Kto wie czy wogóle idziemy w dobrym kierunku . - Savana zniechęciła samą siebie . 
- Myśl pozytywnie . - nakazała przyjaciółka .                                                                         Doszły do rozłożystego lasu , który widziały już wcześniej . Drzewa były wysokie a ich pnie grube . Żadna z dziewczyn nie widziała jeszcze takiego rodzaju drzew . Liście wyglądały jak odbicia ludzkich rąk .  Droga była kręta i ciężka . Nastolatki nie mogły się przedostać przez kujące kolce krzaków . April podrapała sobie całe nogi , za to Savana wpadła w jakieś dzikie , purpurowe kwiaty , od których swędziało ją całe ciało .  Zmęczone i złe postanowiły zrobić przerwę . 
 - Za co my musimy się tak nacierpieć ? - wyzywała Ape . 
- Masz rację . A ja mam nadzieję , że jak dojdziemy do tego cholernego zamku , podadzą mi konkretną osobę , która jest sprawcą tych wszystkich nieprzyjemności . - odparła Sav .                                                                  
Zbierały siły , siedząc w ciszy . Savana zamknęła oczy . Parę sekund później otworzyła jedno z nich . Nasłuchiwała . Szybko zerwała się na równe nogi .
 - April ! - syknęła do siedzącej obok dziewczyny . 
 - Co jest ? Czemu szeptasz ?                                                                                                          Savana rzuciła się w stronę zadającej pytanie i zamknęła jej usta dłonią .  
- Ciii ! - Ktoś tu jest . Słyszałam .  
 - Wydaje ci się .- Ape zdjęła jej rękę z twarzy .  
 Nie .. Nie ktoś tu jest !- pisnęła . 
Chwilę później April nie mogła już zaprzeczyć . Wyraźnie słyszała odgłos jadących koni . 
- Tutaj - dało się słyszeć z oddali . - To chyba jeleń !                                                         Wystraszone przyjaciółki spojrzały na siebie , co oznaczało , że zrozumiały kim są teraz w tej grze .
- W nogi ! - szepnęła April .  
 Savana złapała w rękę swoją torbę , z której wypadł jej telefon . Nie mogła już po niego wrócić. Głosy obcych nasiliły się do zenitu . Byli kilka metrów za nimi .Ape i Sav biegły jak oszalałe . Nie czuły nawet wbijających się boleśnie w ich skórę kolców .  April biegła pierwsza .Opadające włosy zakrywały jej drogę . Usłyszała pisk .  Zdezorientowana zmniejszyła tępo . Obróciła się . Jej przyjaciółka , Savana , jedyna bratnia dusza w tym obcym świecie , skuliła się na ziemi . April już miała krzyczeć do niej dlaczego nie biegnie , lecz jej oczom ukazał się zakrwawiony brzuch . Wróciła się . Sav płakała i jęczała z bólu . Jej pomarańczowa koszulka była czerwona , wręcz bordowa . Na ziemi leżała lekko zakrwawiona strzała z łuku .  Ape nie wiedziała co robić .
 - O matko ! - krzyknął jeden z przybyszy .                                                                               Oczom April ukazało się pięć mężczyzn na na koniach . Jeden z nich położył sobie rękę na czole .
- Boże , cośmy najlepszego zrobili ! - krzyknął .                                                                    Jeden młodzieniec , który najprawdopodobniej był sprawcą zamieszania zeskoczył z konia i podbiegł do Savany . Poczuła jego ciepłą rękę , która w mgnieniu oka była cała w krwi .
- Jak ona się nazywa ? - zapytał April.  
- Savana ! - odpowiedziała z przestrachem .  
 - Savana . Słyszysz mnie ? - dziewczyna traciła przytomność . - Nie zamykaj oczu, patrz na mnie .- mówił chłopak .
- Nic z tego, tu jej nie pomożemy  - powiedział inny ,bardzo podobny  młodzieniec .- Arturo, zabierzcie ją do królestwa , natychmiast . - nadał rozkaz.
 - Oczywiście książe Dalmirze - odrzekł Arturo  .
- A ty ? Jak się nazywasz ?  - Spytał książę Dalmir , kierując się do Ape .
- April , jestem jej przyjaciółką .
 - Wskakuj - Podał jej rękę , a ona nieco zdenerwowana wsiadła tuż za niego , na wierzchowca  . 
  
                  
                                                                                           
                                                                              Ciąg dalszy nastąpi ...

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz