sobota, 9 marca 2013

 Rozdział 5 części 1

,, NIEMOŻLIWE" 




Savana i April zapukały  do drzwi małej chatki , która była ich ostatnią deską ratunku.

 - Puk, puk! - zapukała Ape.                                                                                                          

- Kto tam? - odpowiedział im miły kobiecy głos.                                                                   Dziewczęta po chwili namysłu odpowiedziały. 

 - Przepraszamy, ale szukamy schronienia. Zbiera się na deszcz.- powiedziała Savana z niesmakiem.                                                                                                                    

- Zapraszam, zapraszam - odpowiedziała kobieta, a jej koścista ręka, ozdobiona masą pierścionków, otworzyła drzwi. Przyjaciółki ujrzały drobną postać w podeszłym wieku, z krótkimi opadającymi na czoło włosami, która najwyraźniej była miłośnikiem błyskotek. Jej ciepły głos, dodał im otuchy, jednak były lekko zdziwione. Weszły do środka. Domek miał szalony wystrój. Wszędzie było pełno kolorów i nieładu. Wydawało im się, że owa pani, nie przywiązuje szczególnej uwagi do porządku.

- Proszę tędy - nieznajoma poprowadziła dziewczyny w głąb swej izby . Pokazała palcem na dwa drewniane krzesła , stojace przy niewielkim kominku. -Wybaczcie ten nieporządek , nie spodziewałam się gości . - odrzekła.   Nic nie szkodzi . Bardzo ładne mieszkanie - pochwaliła Ape .Wszystkie trzy usiadły i wtedy pani domu mogła im się lepiej przyjrzeć. Obie panny zauważyły, w jej oku przenikliwy błysk.

 - Skąd przybywacie moje drogie? - zagadnęła.                                                                    

- Właściwie...- April i Savana popatrzyły na siebie pytająco. - Byłyśmy na szkolnej wycieczce i zdarzył się nieprzyjemny incydent.                                                

- Czy on miał coś wspólnego z roztworami chemicznymi?                                            

- Tak...- Savana poczęła oglądać swoje ręce, w poszukiwaniu tajemniczej mazi. Uśmiechała się przy tym z zakłopotaniem. - Skąd pani wie? - była zaskoczona.  

- Może i jestem stara, ale węch mam jeszcze dobry. - pokiwała głową i usmiechęła się. -Zwłaszacza, gdy nikt mnie nie odwiedza i czuje wciąż te same zapachy.

 - Nie, nic z tych rzeczy - odrzekła April. - Wszystko zaczęło się od tej wycieczki na zamek Karo.

Dziewczyny opowiedziały jej całą historię, której staruszka wysłuchiwała z zainteresowaniem.

Nagle otworzyła szeroko oczy.

- Niemożliwe! Nie, to za wczesnie - zaczęła mówić sama do siebie. - Przecież jeszcze jest czas. Co ta Delia wyprawia!- mamrotała.

- Czy coś jest nie w porządku? - zaciekawiły się dziewczyny.

- Ależ...hm...nie mam innego wyboru. Musze Wam powiedzieć wszystko co wiem. 

April przygryzła wargi i nadstawiła uszy.

Starzuszka rozpoczęła.

- Może zaczne od ...aaa już wiem. Jestem Garcia, tutejsza szamanka i wróżbitka. To co teraz usłyszycie, może wydawać wam się dziwne i wyssane z palca, jednak to szczera prawda...Delia, o której już wspomniałam jest naszą wróżką. To ona włada całą magiczną częścią naszej krainy. Ona przygotowywuje lecznicze napoje, ona przepowiada przyszłość, a najważniejsze, że ona ułożyła przepowiednie, od której wypełnienia zależą nasze losy. Wy moje drogie, jesteście jej częścią. Musicie  udać się do Deli, ona wyjaśni wam reszte.- powiedziała jednym tchem Garcia.

Ape i Sav były zaskoczone. Serca waliły im jak młoty, a ręce drżały.

- Ale jak to? My jesteśmy z Angli, a nie z ...

- Nie przerywaj mi April Joyce! - wykrzyknęła kobieta.

Gdy dzieczyny zrozumiały, że Garcia wie o nich o wiele więcej niż sądziły, umilkły.

- Tak jak myslałam- staruszka spojrzała na Ape.- Usta jak róże.

- Prosze mi wybaczyć - powiedziała Ape wstając z krzesła - Ale nie wydaje mi się, aby skutkiem ubocznym pomieszania paru składników chemicznych, było przeniesienie się do fikcyjnej krainy, gdzie stoi jeden dom, a w nim mieszka starsza kobieta, mówiąca o magii.- April udała się do wyjścia.

- Jeszcze wspomnisz moje słowa dziecko! Na twoim miejscu nie wychodziłabym . Straszna ulewa .- oburzyła się Garcia.

Ape zawachała się i po chwili wróciła na miejsce , gdzie spotkała karcący wzrok przyjaciółki .

- Czemu tak na mnie patrzysz ? - Zapytała ze zdziwieniem .

- Wiem , że to głupie i szalone .- powiedziała Savana . - Bez obrazy - zwróciła się do kobiety , która patrzyła na obie z wyższością .

- Powinnyśmy poczekać do rana - zasugerowała Savana. - Jutro wszystko się wyjaśni...



                                                                           Ciąg dalszy nastąpi...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz