sobota, 9 marca 2013

 Rozdział 4 części 1

,, GDZIE SĄ DRZWI ?"


April otworzyła oczy. Była senna i zmęczona. Przed oczyma miała tylko zarys drzew. Przetarła powieki, aby uzyskać lepszą ostrość. Rozejrzała się i brakło jej tchu. Obraz przed jej oczami, był tak niesamowity, że myślała, iż wciąż śni . Piękne i rozłożyste korony drzew, przysłaniały lekko purpurowe niebo. Z oddali dało się słyszeć cudne ćwierkanie ptaków. Siedziała w bezruchu. Lewą dłonią złapała się za głowę. Nadal nieprzytomna Savana, leżała tuż obok. 

- Savana, Savana, wstawaj! - pisnęła Ape tyrpiąc ją w ramię.

Dziewczyna poruszyła się. Otworzyła prawe oko.

- Co się stało? Gdzie jesteśmy? - wymamrotała.

- Sama nie wiem, przed chwilą się obudziłam.

- To przez te opary, straciłyśmy przytomność. Może majaczymy i tak naprawdę nadal znajdujemy się w komnacie magii?

April zmarszczyła czoło, wstała i pomogła podnieść się przyjaciółce.

- Boże! Gdzie jesteśmy?! Ale...tu pięknie! - wykrzyknęła Savana.

- Nie zachwycaj się tak, nie śnimy. - uznała Ape.

- Może ktoś nas tu przyniósł . Nie wiemy przecież ile byłyśmy nieprzytomne .

- W każdym razie nie możemy tutaj stać i czekać na pomoc .      

- Masz rację . Chomy w stronę tego wzgórza - April wskazała ręką w stronę północną.

Teraz obie zrobiły dwa duże kroki do przodu. Każda wzięła głęboki oddech i trzymając sie pod ramie, ruszyły przed siebie. Panna Joyce miała mętlik w głowie. Kąpletnie nic nie pamiętała. Miała ochotę wbić Mike'owi nóż w plecy. Poczuła w brzuchu kujący ból. Mocniej ścisnęła ramię przyjaciółki.

- Co jest Ape? - zapytała Sav. Zatrzymała się i spojrzała jej w oczy. Przeszedł ją zimny dreszcz.

- Źle się czuje, chce mi się wymiotować, mam wyrzuty sumienia- wyżaliła się. W pewnym momencie zachwiała się na nogach.

- Nie możemy się zatrzymać Ape. Musimy znaleźć jakieś schronienie. Nie widzę tutaj żadnego sklepu ani domu . Ktoś wyprowadził nas w pole .

- Tylko czemu ? Nie powinnyśmy byc teraz na komisariacie ? - zażartowała April , a na jej twarzy zagościł uśmiech .

- Może to i lepiej , że się tam nie znalazłyśmy . To przecież nie nasza wina . Całe to zamieszanie spowodował Mike , po czym jak ostatni kretyn uciekł .

Licealistki szły w wyznaczonym kierunku , nie oglądając się za siebie . Obie były wystraszone , choć żadna się do tego nie przyznawała . Wiatr rozwiewał ich włosy , a z każdą sekundą niebo stawało się coraz ciemniejsze . April drżąc z zimna miała ochotę upaść na ziemię , chociaż była podtrzymywana przez przyjaciółkę . Doszły do wzgórza , skąd ujrzały małe , dobiegające z oddali światełko .  Poczuły ulgę .


                                                                       Ciąg dalszy nastąpi ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz